7 pytań do Janusza M. Taber - Zarząd Główny YACHT KLUBU POLSKI

7 pytań do Janusza M. Taber

Jest Pan związany z YACHT KLUBEM POLSKI od prawie 40 lat. Zna Pan zatem historię jego klubów od podszewki…

Ponieważ stowarzyszenie istnieje prawie 90 lat, nie da się opowiedzieć o wszystkich ważnych wydarzeniach w jego historii. Zostało założone 10 grudnia 1924 r. z inicjatywy kmdr. Antoniego Aleksandrowicza, scenografa teatralnego, malarza, a przede wszystkim zapalonego żeglarza. Obecnie działa 20 klubów, w tym 5 poza granicami Polski. Zrzeszają ponad 1600 żeglarzy, a ich flotylla liczy około 600 jednostek. Sam należę do YKP WARSZAWA, jednego z najstarszych. W 1943 r. pod jego auspicjami zorganizowano konspiracyjne regaty na Wiśle w rejonie Józefowa. W 1950 r. działalność klubu zawieszono pod naciskiem władz PRL, wznowiono ją dopiero sześć lat później.

Historię YKP WARSZAWA współtworzyło wielu znakomitych żeglarzy…

Zgadza się. Jego wychowankowie, w tym Mateusz Kusznierewicz i Zofia Klepacka, sięgają po najwyższe trofea żeglarskiego świata. W latach 1990-2009 zawodnicy YKP WARSZAWA zdobyli łącznie 58 medali mistrzostw świata i Europy. Członkami YACHT KLUBU POLSKI byli np. olimpijczyk Juliusz Sieradzki, konstruktor słynnej Omegi, oraz Leon Jensz.

Jedną z sekcji YKP jest żeglarstwo lodowe. Kiedy wymyślono ten sport i kiedy dotarł on do Polski?

Żeglarstwo lodowe powstało w Holandii na początku XVII w. Pierwsze ślizgi służyły do transportu ludzi i ładunków. Dzisiejsze bojery z pierwszymi konstrukcjami mają już niewiele wspólnego. Jeśli chodzi o Polskę, to nie posiadamy źródłowych informacji, gdzie, kiedy i kto uprawiał przed I wojną światową sport bojerowy lub yachting lodowy – takimi nazwami wtedy się posługiwano. Wiadomo, że Mikołaj Osiński – żeglarz, instruktor, kapitan jachtowy – już w 1900 r. żeglował po Dnieprze i jak wspominał, uprawiał sport bojerowy. Po I wojnie światowej szkolił również uprawiających ten sport żeglarzy. Napisał podręcznik „Yachting lodowy”, będący przez wiele lat jedynym materiałem szkoleniowym zatwierdzonym przez Polski Związek Żeglarski oraz podręcznikiem żeglarstwa lodowego na uczelniach sportowych. Pierwsze Bojerowe Mistrzostwa Polski odbyły się w Giżycku w 1951 r.

Polacy od zawsze byli potęgą w bojerach. Pierwszy złoty medal zdobyli w 1976 r. i bezustannie są na topie. Jednak jest to wciąż sport mało znany. Czy to kwestia braku odpowiednich warunków pogodowych?

Raczej nie. Mamy wiele miejsc, gdzie można uprawiać żeglarstwo lodowe. Na przykład Zalew Zegrzyński, który przeważnie pierwszy zamarza, bo jest płytki. Inne miejsca to Śniardwy koło Okartowa, jezioro Niegocin od strony Giżycka i Rydzewa, Mamry, Święcajty, Zalew Wiślany od Krynicy Morskiej po Tolkmicko, Frombork i Starą Pasłękę. Może jeszcze Żnin, Jezioro Charzykowskie czy jezioro Kiekrz koło Poznania. W tych rejonach są największe kluby bojerowe.

Uprawiać ten sport można, gdy tafla lodu osiągnie grubość 10 cm, chociaż bezpieczne warunki to 15 cm. Nie wolno ślizgać się pod mostami, przy kanałach, trzcinach itp. Rozwijana szybkość zależy od warunków na lodzie, prędkości wiatru, obecności śniegu i tego, jaki on jest. Odpowiednio do warunków zakłada się różne gatunki płóz i właściwy żagiel. Turystycznie można ślizgać się nawet na tafli o wymiarach 500 na 500 m. Jednak żeby zorganizować zawody, minimum to 1500 na 1500 m. Zależy to zresztą też od liczby startujących.

Bojery to technicznie trudny sport. Wszyscy bojerowcy na świecie to amatorzy. Startują dla własnej satysfakcji, korzystają tylko z własnych funduszy na budowanie sprzętu, zakup żagli i innego niezbędnego wyposażenia.

Startuje Pan w zawodach bojerowych od 1965 r…

Tak, biorę udział w każdej imprezie krajowej oraz mistrzostwach świata i Europy, które rozgrywane są raz w USA, a w następnym sezonie na kontynencie europejskim - a gdzie dokładnie, decyduje Komisja IDNYRA, biorąca pod uwagę głównie warunki lodowe i śniegowe. Startuje w nich około 150 do 220 zawodników z 17 państw. Ja co prawda w moim wieku, a mam już 69 lat, nie zdobędę mistrzostwa świata, ale nie zamierzam odpuszczać. Zresztą, każdy zawsze walczy o pierwsze miejsce. Oczywiście mam na koncie rozmaite zwycięstwa, ale teraz liczy się głównie udział i zadowolenie z tego, że spotykamy się corocznie i nie siedzimy w domu w kapciach.

Co jest najtrudniejsze w uprawianiu tego sportu?

Nieprzewidywalne warunki pogodowe. Przy najlepiej zorganizowanych zawodach duże opady śniegu paraliżują start. Można „latać” nawet przy 10 cm, ale to musi być puch. Gdy śnieg jest zmrożony, trudno pokonać jego opór pomimo użycia głębokiego żagla czy zmiany płóz. A trzeba się trzymać ustalonych limitów czasowych na pokonanie trasy. Często zawody niespodziewanie przenoszone są w inne miejsce, co ma niestety wpływ na koszt uprawiania tej dyscypliny. Mimo to, jak patrzę na młodych ludzi…

…to chciałby Pan coś im powiedzieć?

Owszem. Chcę powiedzieć: uprawiajcie sport. Komputer potrzebny jest do nauki i pracy, ale można bez niego żyć. Bez zdrowia trudno. Sport to adrenalina, to wyzwania, to kontakt z przyrodą i pokonywanie własnych słabości. To poznawanie nowych ludzi. Zachęcam do ruchu. Ja ani jednego miesiąca nie spędziłem bez uprawiania sportu. A były to różne dyscypliny: żeglarstwo, bojery, narty, pływanie, łyżwy. Dlatego pomimo prawie 70 lat na karku nadal mogę startować w zawodach.

Rozmawiała Olga Orzyłowska-Śliwińska

Janusz M. Taber (ur. 1944 r.) ma wiele pasji. Jedną z nich jest żeglarstwo wodne, którym zainteresował się już w wieku 11 lat. Drugą są bojery. Startuje w zawodach od 1965 r., biorąc udział w każdej imprezie krajowej oraz mistrzostwach świata i Europy. Sprawuje funkcję Komandora Zarządu Głównego YACHT KLUBU POLSKI.

Wywiad opublikowany w miesięczniku "Wiedza i Życie" nr 11/2013